Wiek emerytalny kobiet miałby zależeć od tego, czy wychowały dzieci. Matki zachowałyby możliwość przejścia na emeryturę po ukończeniu 60 lat, natomiast kobiety bezdzietne pracowałyby do 65. roku życia, podobnie jak mężczyźni. Taką propozycję przedstawiła ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Nie jest to projekt ustawy ani oficjalna propozycja rządu. Pomysł uruchomił jednak szerszą dyskusję o zróżnicowaniu wieku emerytalnego, wysokości świadczeń kobiet oraz sposobie uwzględniania rodzicielstwa w systemie zabezpieczenia społecznego.
Obecnie wiek emerytalny w Polsce wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Po jego osiągnięciu ubezpieczony może zakończyć aktywność zawodową i rozpocząć pobieranie świadczenia z ZUS. Nie musi jednak tego robić. Każdy kolejny rok pracy zwiększa kapitał zapisany na koncie emerytalnym i skraca przewidywany okres wypłaty świadczenia.
Macierzyństwo miałoby decydować o wieku emerytalnym
Propozycja zakłada pozostawienie niższego wieku emerytalnego kobietom, które mają dzieci. W przypadku kobiet bezdzietnych granica zostałaby podniesiona do poziomu obowiązującego mężczyzn.
Argumentem za takim rozwiązaniem ma być uwzględnienie obciążeń związanych z urodzeniem i wychowaniem dziecka. Rodzicielstwo często wiąże się z przerwami w zatrudnieniu, wolniejszym wzrostem wynagrodzeń oraz ograniczeniem możliwości awansu. Skutki tych przerw są później widoczne na kontach emerytalnych.
Powiązanie wieku emerytalnego wyłącznie z macierzyństwem tworzyłoby jednak nowy podział. Inne zasady obowiązywałyby matki, inne kobiety bez dzieci, a jeszcze inne ojców, nawet jeżeli to oni przejęli znaczną część obowiązków opiekuńczych.
Prawnicy wskazują, że tak skonstruowane przepisy mogłyby naruszać konstytucyjną zasadę równości. Samo wspieranie rodziny i macierzyństwa jest dopuszczalne, ale zróżnicowanie praw emerytalnych musiałoby mieć jasne, proporcjonalne i możliwe do obrony uzasadnienie.
Kryterium posiadania dzieci może prowadzić do nierównego traktowania
Największe zastrzeżenia dotyczą sposobu ustalania, komu przysługiwałby niższy wiek emerytalny. Sam fakt urodzenia dziecka nie przesądza jeszcze o tym, kto ponosił ciężar jego wychowania ani jak rodzicielstwo wpłynęło na karierę zawodową.
Preferencja mogłaby objąć kobietę, która nie uczestniczyła w wychowaniu dziecka, a jednocześnie nie przysługiwałaby ojcu sprawującemu codzienną opiekę. Problematyczna byłaby również sytuacja kobiet, które nie mają dzieci z powodów zdrowotnych albo z przyczyn od nich niezależnych.
Różnicowanie wieku emerytalnego na tej podstawie wymagałoby także rozstrzygnięcia, czy niższy próg przysługuje po urodzeniu jednego dziecka, czy dopiero większej liczby. Ustawodawca musiałby ustalić zasady dotyczące adopcji, pieczy zastępczej, utraty praw rodzicielskich i okresów faktycznego sprawowania opieki.
System emerytalny stałby się przez to bardziej skomplikowany. ZUS musiałby badać okoliczności, które nie są dziś potrzebne do ustalenia momentu nabycia prawa do emerytury.
Niższy wiek emerytalny prowadzi do niższego świadczenia
W dyskusji o wieku emerytalnym często pomija się sposób obliczania świadczenia. Emerytura zależy przede wszystkim od zgromadzonych składek oraz przewidywanego dalszego trwania życia w chwili przejścia na emeryturę.
Osoba kończąca pracę wcześniej odprowadza składki przez krótszy okres. Zebrany kapitał jest jednocześnie dzielony przez większą liczbę miesięcy prognozowanej wypłaty świadczenia. Oba te czynniki obniżają miesięczną emeryturę.
Według prof. Agnieszki Chłoń-Domińczak różnica między zakończeniem pracy w wieku 60 i 65 lat może sięgać około jednej trzeciej wysokości świadczenia. Skala zależy od przebiegu zatrudnienia, zarobków i składek konkretnej osoby, ale kierunek jest zawsze taki sam: dłuższa aktywność zawodowa zwiększa emeryturę.
Matki często już wcześniej gromadzą mniej składek z powodu przerw związanych z opieką nad dziećmi i niższych wynagrodzeń po powrocie na rynek pracy. Pozostawienie im niższego wieku emerytalnego utrwalałoby te różnice. Przywilej pozwalający wcześniej zakończyć pracę mógłby więc prowadzić do niższych dochodów przez kolejne kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.
Polska utrzymuje pięcioletnią różnicę między kobietami i mężczyznami
W wielu państwach Unii Europejskiej wiek emerytalny kobiet i mężczyzn został już zrównany albo trwa stopniowe dochodzenie do wspólnej granicy. Polska pozostaje jednym z krajów utrzymujących pięcioletnią różnicę.
Wcześniejsze przepisy przewidywały stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67 lat. Proces został jednak zatrzymany, a w 2017 roku przywrócono granice 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
Zwolennicy wspólnego wieku emerytalnego wskazują na wydłużanie życia, spadek liczby osób w wieku produkcyjnym oraz rosnącą liczbę emerytów. Przeciwnicy podkreślają stan zdrowia starszych pracowników, charakter wykonywanej pracy i problemy osób po pięćdziesiątce ze znalezieniem zatrudnienia.
Samo podniesienie wieku emerytalnego nie rozwiązuje tych trudności. Dłuższa aktywność zawodowa wymaga rynku pracy, na którym osoby starsze mogą utrzymać zatrudnienie albo znaleźć nowe miejsce pracy. W przeciwnym razie część z nich przed osiągnięciem wieku emerytalnego trafiałaby na bezrobocie, świadczenia chorobowe lub pomoc społeczną.
Starzenie się społeczeństwa zmniejsza liczbę pracowników
Spór o wiek emerytalny będzie wracał niezależnie od propozycji dotyczących matek. Liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce maleje, a migracja jedynie częściowo uzupełnia niedobory pracowników. Jednocześnie rośnie udział starszych osób na rynku pracy.
W niedalekiej przyszłości osoby mające co najmniej 45 lat mogą stanowić połowę pracujących. Firmy będą musiały częściej opierać rozwój na doświadczonych pracownikach, ponieważ młodszych kandydatów będzie mniej.
Zmiany demograficzne wpływają także na system emerytalny. Składki odprowadzane przez aktywnych zawodowo finansują bieżące wypłaty świadczeń, choć wysokość indywidualnej emerytury jest ustalana na podstawie kapitału zapisanego na koncie ubezpieczonego. Im mniej pracowników przypada na jednego emeryta, tym większa presja na finanse publiczne.
System już przewiduje świadczenie dla rodziców co najmniej czworga dzieci
Polskie przepisy zawierają rozwiązanie adresowane do osób, które ograniczyły lub porzuciły pracę z powodu wychowywania licznej rodziny. Rodzicielskie świadczenie uzupełniające, znane jako „Mama 4 plus”, obowiązuje od marca 2019 roku.
Może je otrzymać matka, która ukończyła 60 lat oraz urodziła i wychowała albo wyłącznie wychowała co najmniej czworo dzieci. W określonych przypadkach świadczenie przysługuje również ojcu po ukończeniu 65 lat, między innymi po śmierci matki dzieci lub zaprzestaniu przez nią ich wychowywania.
Pomoc jest kierowana do osób, które nie mają dochodu zapewniającego niezbędne środki utrzymania. Jeżeli wnioskodawca nie pobiera emerytury, może otrzymać świadczenie odpowiadające najniższej emeryturze. Gdy jego emerytura jest niższa, wypłacane jest uzupełnienie do tej kwoty. Od marca 2026 roku najniższa emerytura wynosi 1978,49 zł brutto.
„Mama 4 plus” nie zmienia powszechnego wieku emerytalnego. Ma charakter socjalny i obejmuje ograniczoną grupę rodziców, których sytuacja zawodowa została silnie związana z wychowywaniem co najmniej czworga dzieci.
Wiek emerytalny pozostaje bez zmian
Propozycja uzależnienia wieku emerytalnego kobiet od posiadania dzieci pozostaje elementem debaty publicznej. Nie przedstawiono projektu przepisów, harmonogramu ani szczegółowych zasad przyznawania niższego wieku emerytalnego matkom.
Obowiązujące granice nadal wynoszą 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, niezależnie od liczby dzieci. Dyskusja ujawniła jednak szerszy problem: wcześniejsze przejście na emeryturę może być przedstawiane jako przywilej, choć w systemie opartym na zgromadzonych składkach prowadzi zwykle do znacznie niższego świadczenia.


















