Obniżka cen paliw ma być widoczna na stacjach już w najbliższy weekend. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański szacuje jej skalę na około 1,2–1,3 zł na litrze. W piątek 2 października nowe ceny nie obowiązują jednak automatycznie. Najpierw potrzebne są akty wykonawcze, które mają uruchomić kolejny pakiet „Ceny Paliwa Niżej”.
Prezydent Karol Nawrocki poinformował 1 października w orędziu o podpisaniu ustawy dotyczącej nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Tego samego dnia przepisy zostały opublikowane w Dzienniku Ustaw. Prezydent zapowiedział jednocześnie skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej.
Dla kierowców kluczowe jest jednak to, co wydarzy się po podpisie. Rząd zapowiada uruchomienie mechanizmów pozwalających obniżyć ceny na stacjach. Rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował, że odpowiednie rozporządzenia są już przygotowane i mają być procedowane w piątek 2 października. Andrzej Domański wskazał natomiast, że w weekend litr paliwa może być tańszy o około 1,2–1,3 zł.
Obniżka cen paliw dzisiaj nie następuje automatycznie
Sama ustawa podpisana przez prezydenta nie ustala ceny benzyny ani oleju napędowego na stacjach. Wprowadza podatek od nadzwyczajnych zysków przedsiębiorstw paliwowych. Stawka daniny wynosi 60 proc., a przepisy obejmują nadzwyczajne zyski ze sprzedaży paliw osiągnięte od 1 marca 2026 r. do 31 marca 2027 r.
Dopiero kolejne działania rządu mają bezpośrednio wpłynąć na ceny paliwa. W poprzedniej odsłonie programu CPN wykorzystywano niższy VAT, obniżoną akcyzę oraz mechanizm maksymalnej ceny detalicznej. W marcu VAT na benzynę i olej napędowy został obniżony z 23 do 8 proc.
W sierpniu rząd zdecydował się na węższy wariant. Od 17 do 31 sierpnia obowiązywał VAT obniżony do 8 proc. oraz ceny maksymalne, ale bez ponownego obniżania akcyzy. Na początku tamtej odsłony programu maksymalna cena benzyny Pb95 wynosiła 6,41 zł, a oleju napędowego 7,37 zł za litr.
Dokładny kształt obecnego pakietu będzie więc decydował o tym, ile rzeczywiście zapłacą kierowcy.

Benzyna kosztuje średnio 8,19 zł, diesel 9,14 zł
Punkt wyjścia jest znacznie wyższy niż podczas poprzednich odsłon programu. Według badania e-petrol.pl z 30 września średnia cena benzyny Pb95 w Polsce wynosiła 8,19 zł za litr. Olej napędowy kosztował średnio 9,14 zł, a LPG 3,22 zł. W ciągu tygodnia benzyna podrożała o 20 groszy, diesel o 16 groszy, a autogaz o 8 groszy.
Gdyby od tych poziomów odjąć deklarowane przez ministra 1,2–1,3 zł, cena Pb95 znalazłaby się w okolicach 6,89–6,99 zł za litr, a diesla 7,84–7,94 zł. Jest to jednak tylko mechaniczne przeliczenie. Ostateczna cena zależy od stawek podatkowych, ceny maksymalnej oraz sytuacji na rynku hurtowym.
Zmiana byłaby szczególnie odczuwalna w firmach transportowych, gdzie paliwo jest jednym z podstawowych kosztów wykonywania zlecenia.
Porównując koszty paliwa w Polsce i w Niemczech u naszego zachodniego sąsiada było o 33,7 proc. droższe. Przy każdym tankowaniu 1000 litrów oznaczało to różnicę około 563 euro. Konkurencyjność polskich przewoźników była zadowalająca. Niestety zakończenie programu CPN i brak nowego dramatycznie tę relację pogorszyły, we wrześniu diesel w Polsce był już tylko o ok. kilkanaście proc. tańszy niż w Niemczech
– komentuje Adrian Banasik, członek zarządu Finea, która specjalizuje się w finansowaniu branży transportowej.
Przy tankowaniu 1000 litrów zmiana ceny na pylonie o 1,2–1,3 zł daje różnicę rzędu 1200–1300 zł. W transporcie dalekobieżnym sama cena przy polskiej stacji nie przesądza jednak o koszcie całej trasy.
Samo porównanie cen w państwach rejestracji nie przesądza jednak o koszcie konkretnego kursu: ciężarówka może tankować w kilku krajach, a o wyniku decydują także wynagrodzenia, opłaty drogowe i dostęp do ładunków powrotnych. Tańsze paliwo u konkurenta może mieć jednak znaczenie przy walce o stawkę. Dla polskiej firmy ryzykiem jest także przyjęcie zlecenia po starej cenie przy nowym koszcie tankowania. Dlatego warunki umowy powinny pozwalać reagować na duże zmiany cen paliwa, co zdarza się coraz częściej w umowach pomiędzy przewoźnikami a spedycją
– ocenia Adrian Banasik z Finea.
Orędzie Nawrockiego otworzyło drogę do uruchomienia programu
Prezydent w czwartkowym orędziu poinformował, że podpisuje ustawę i oczekuje obniżenia cen na stacjach. Jednocześnie stwierdził, że odpowiedzialność za poziom cen ponosi rząd. Zapowiedział także skierowanie przepisów do Trybunału Konstytucyjnego już po ich wejściu w życie.
Rząd po podpisie rozpoczął przygotowania do ponownego uruchomienia programu CPN. Ustawa trafiła do Rządowego Centrum Legislacji i została ogłoszona 1 października. Według zapowiedzi rządu niższe ceny mają pojawić się w weekend 3–4 października.
Nowe przepisy są drugą próbą wprowadzenia windfall tax dla sektora paliwowego. Wcześniejsza ustawa została skierowana przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Ministerstwo Energii szacowało wówczas wpływy z podatku na około 4 mld zł. Pierwsza odsłona programu CPN kosztowała finanse publiczne około 4,7 mld zł.
Niższe ceny paliwa nie rozwiązują problemu płynności przewoźników
W przypadku przedsiębiorstw transportowych koszt diesla jest ponoszony znacznie wcześniej niż firma otrzymuje pieniądze za wykonany przewóz. Dlatego nawet spadek ceny paliwa nie usuwa różnicy między momentem poniesienia wydatków a terminem płatności faktury.
Firma może mieć pełny kalendarz zleceń i jednocześnie odczuwać brak gotówki. Za diesla płaci przed wyjazdem, a na przelew od klienta czeka. Przy rosnących i zmieniających się cenach ważna jest kontrola terminów płatności i dostęp do finansowania już wystawionych faktur. Wtedy więcej zleceń staje się szansą na wzrost, a nie kolejnym obciążeniem płynności
– podsumowuje Adrian Banasik z Finea.
Skala weekendowej obniżki nie będzie też zależała wyłącznie od decyzji podatkowych. Na polskie ceny paliw wpływają notowania produktów gotowych na europejskim rynku, kurs złotego oraz ceny hurtowe. Na 1 października średnia cena hurtowa Pb95 w polskich rafineriach wynosiła 6165 zł za metr sześcienny, a oleju napędowego 7271,80 zł netto za metr sześcienny.
Dlatego najbliższe dni pokażą nie tylko skalę administracyjnej obniżki, ale również to, na jak długo ceny benzyny poniżej 7 zł i diesla poniżej 8 zł będą możliwe do utrzymania przy obecnych warunkach rynkowych.


















