W 2023 roku w skrajnym ubóstwie żyło w Polsce około 2,5 miliona Polaków. W 2024 roku GUS odnotował spadek tego wskaźnika do 1,9 mln jednak poziom zagrożenia nadal pozostaje wyższy niż przed okresem gwałtownego wzrostu cen. Ryzyko ubóstwa i wykluczenia społecznego dotyczy około jednej piątej mieszkańców Unii Europejskiej, a nasz kraj znajduje się w tym względzie raczej na peryferiach Europy.
Za tymi suchymi liczbami stoją konkretni ludzie. Rodziny, które ograniczają wydatki na leczenie, niedożywione dzieci, seniorzy, oszczędzający na ogrzewaniu i coraz więcej pracowników etatowych, którzy po opłaceniu rachunków ledwo wiążą koniec z końcem. Z czego wynika ten problem? Czy biedni naprawdę są leniwi, niewykształceni i nieudolni jak wynika z najnowszego badania CBOS? A może to tylko sposób Polaków wywyższanie się, dodanie sobie sprawczości i wygodne wytłumaczenie niesprawiedliwości społecznych?
Ubóstwo w Polsce
Na początku lat dziewięćdziesiątych Polska przechodziła gwałtowną przemianę gospodarczo-ustrojową. W wyniku transformacji wskaźnik bezrobocia szybko wzrósł z blisko 0,3% w 1990 roku do około 16,4% w 1993 roku i dochodził nawet do 20,6% w 2003 roku, czyli bez pracy okazał się co piąty Polak. W tym czasie brak dochodu oraz gwałtowne roszczenia cenowe ograniczały dostęp wielu rodzin do podstawowych dóbr, takich jak ogrzewanie, żywność, leki i mieszkania.
Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku sytuacja na rynku pracy zaczęła się poprawiać. Stopa bezrobocia, która wcześniej wynosiła nawet około 19%, w ciągu kolejnych lat obniżała się dzięki inwestycjom zagranicznym i wzrostowi zatrudnienia w sektorach usługowych oraz produkcyjnych. W ciągu następnych kilkunastu lat bezrobocie spadło do znacznie niższych poziomów, a w 2024 roku odnotowano wynik poniżej 5%, czyli najniższy od czasów transformacji. Nie oznaczało to jednak równoczesnego wyeliminowania ubóstwa w Polsce.
W drugiej połowie poprzedniej dekady szczególnie po 2016 roku obserwowano istotny spadek odsetka dzieci i rodzin wielodzietnych żyjących poniżej minimum egzystencji. Dzięki transferom socjalnym i rozwojowi programów takich jak świadczenia rodzinne, sytuacja materialna części rodzin poprawiła się, a skrajne ubóstwo wśród dzieci w latach poprzedzających pandemię spadło poniżej 5%.
Punktem zwrotnym okazał się 2023 rok, kiedy to wskutek dynamicznego wzrostu cen energii, żywności i innych usług koszty życia uległy znaczącemu podwyższeniu, a system świadczeń nie nadążał za inflacją. W efekcie w 2023 roku liczba osób żyjących poniżej progu skrajnego ubóstwa sięgnęła około 2,5 miliona, czyli około 6,6% ludności Polski, co stanowi najwyższy poziom w ciągu ostatniej dekady, o czym alarmował zespół opracowujący raport EAPN Polska bazujący m.in. na danych ze statystyk państwowych.
W 2024 roku ta tendencja zaczęła wyhamowywać, częściowo dzięki poprawie sytuacji gospodarczej, wzrostowi płacy minimalnej i zwiększeniu świadczeń rodzinnych, jednak liczba osób zagrożonych ubóstwem pozostaje nadal podwyższona w porównaniu z okresem przed gwałtownym wzrostem cen. Niemniej wśród grup najbardziej narażonych na reperkusje tej sytuacji wciąż znajdują się dzieci oraz osoby starsze.
Ważną rolę w analizie ubóstwa odgrywają czynniki społeczne, takie jak różnice płacowe między kobietami i mężczyznami. W Polsce luka płacowa pomiędzy kobietami i mężczyznami utrzymuje się na poziomie 7,8–8,7%. Jest to jednak jedynie porównanie przeciętnych wynagrodzeń, nie uwzględniające różnic w wykształceniu, doświadczeniu zawodowym, stażu pracy czy piastowanym stanowisku.
Kobiety w Polsce częściej zdobywają wyższe wykształcenie i raczej nie pracują fizycznie, ale też jednocześnie rzadziej trafiają do lepiej płatnych branż i dużych firm. A zatem jeśli porównać rówieśników z takim samym wykształceniem i doświadczeniem, pracujących w tym samym zawodzie i sektorze, wówczas luka płacowa wynosi 12-14% na niekorzyść kobiet.
To oznacza, że kobiety średnio zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, a przy tym z uwagi na tradycyjne ograniczenia i oczekiwania, jakie nakłada na nie społeczeństwo, częściej pracują w sektorach o niskich płacach, takich jak opieka i edukacja, a do tego korzystają z przerw w zatrudnieniu z powodu macierzyństwa, co obniża ich wartość w oczach pracodawców. Te różnice wraz z niższym wiekiem emerytalnym, z kolei przekładają się na niższe świadczenia emerytalne i większe ryzyko ubóstwa w starszym wieku, szczególnie uwzględniając średnią długość życia kobiet na tle mężczyzn.
Niemało ważne jest też regionalne zróżnicowanie sytuacji materialnej w Polsce. Wskaźniki ubóstwa oraz trudności na rynku pracy są stosunkowo wyższe w województwach wschodnich oraz w mniejszych miastach i na obszarach wiejskich, gdzie rzadziej pojawiają się dobrze płatne miejsca pracy, mniej się inwestuje i panuje wykluczenie transportowe, które dotyczy aż 15 milionów Polaków.
Polska na tle Europy
Polska uplasowała się w trójce krajów Unii Europejskiej, w których majątek w przeliczeniu na pojedynczego dorosłego obywatela jest najmniejszy – majątek statystycznego Niemca jest aż pięciokrotnie większy, niż Polaka. W tym niechlubnym rankingu wyprzedziły nas jedynie Bułgaria i Rumunia.
Około 20% mieszkańców Unii Europejskiej znajduje się w strefie zagrożonej ubóstwem lub wykluczeniem społecznym. Polska należy do krajów o poziomie niższym niż średnia unijna sprzed kilku lat, lecz wyższym niż w najzamożniejszych państwach wspólnoty, takich jak Czechy czy kraje skandynawskie.
Wskaźnik AROPE obejmuje trzy elementy: ubóstwo dochodowe, poważną deprywację materialną oraz bardzo niską intensywność pracy w gospodarstwie domowym. To znaczy, że w analizie nie ograniczono się wyłącznie do poziomu dochodu i uwzględniono się również konkretne braki materialne.
Do poważnej deprywacji materialnej zalicza się między innymi:
- brak możliwości pokrycia nieprzewidzianego wydatku w wysokości odpowiadającej miesięcznym dochodom,
- zaległości w opłatach za mieszkanie,
- brak środków na tygodniowy wyjazd wypoczynkowy,
- niemożność utrzymania odpowiedniej temperatury w mieszkaniu zimą.
Jak czytamy w raporcie Poverty Watch na 2025 rok:
Dane Eurostatu (EU-SILC) pokazują, że całkowita liczba osób w grupie AROPE spadła z 6,58 mln w 2019 r. do 5,82 mln w 2024 r. (redukcja o 760 tys. osób). Oznacza to, że nieco ponad połowa (51 proc.) wymaganego spadku została osiągnięta po upływie dokładnie połowy dekady. Cel ogólny jest więc realizowany zgodnie z harmonogramem. Trajektoria nie była jednak liniowa – po niewielkim spadku w latach 2020–2021, wskaźnik znacząco poprawił się w 2022 r., ponownie wzrósł w 2023 r. i powrócił do tendencji spadkowej w 2024 r. Dalsze postępy na poziomie ok. 123 tys. osób rocznie (wolniej niż dotychczasowa średnia wynosząca 152 tys.) nadal wystarczyłyby do osiągnięcia celu w 2030 r.
Postępy w ograniczaniu ubóstwa wśród dzieci są wciąż niewystarczające. Liczba osób poniżej 18. roku życia żyjących w gospodarstwach domowych zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym (AROPE) wynosiła 1,09 mln w 2019 r. i 1,07 mln i w 2024 r. — to spadek jedynie o 19 tys. Po wzroście wskaźnika powyżej poziomu sprzed pandemii w latach 2021–2023, w 2024 r. odnotowano jego obniżenie, jednak w ujęciu całościowym sytuacja pozostaje niemal bez zmian. Dotychczas zrealizowano zaledwie 6% zakładanej redukcji, co oznacza, że do osiągnięcia celu brakuje jeszcze 281 tys. dzieci w perspektywie najbliższych sześciu lat. Aby wypełnić to zobowiązanie, tempo ograniczania ubóstwa i wykluczenia wśród dzieci musiałoby wzrosnąć z obecnych około 4 tys. rocznie do blisko 47 tys. rocznie.

Niedostateczna empatia i zrozumienie problemu wśród przedstawicieli polskiej prawicy i centro-prawicy są szczególnie ewidentne w kontekście niedożywienia dzieci. Z raportu Banków Żywności „Niedożywienie i głód w Polsce” wynika, że nawet 5% dzieci w Polsce jest narażonych na różne formy niedożywienia i 396 tys. najmłodszych Polaków żyje skrajnym ubóstwie. Z uwagi na to w październiku partia RAZEM, pod przewodnictwem Adriana Zandberga, zgłosiła projekt ustawy, który zakłada, że każdemu uczniowi w Polsce przysługiwać ma ciepły posiłek w szkole. Projekt pomocy wsparła Nowa Lewica oraz PiS. Natomiast przedstawiciele KO i Konfederacji uznali, że nakarmienie głodnych dzieci nie opłaca nam się jako państwu.
W odróżnieniu od sytuacji znanej poprzednim pokoleniom w ostatnich latach coraz częściej zwraca się uwagę na zjawisko ubóstwa pracujących. Chodzi o sytuację, w której osoba zatrudniona na pełen etat nie osiąga dochodu pozwalającego na utrzymanie rodziny powyżej granicy ubóstwa relatywnego. Problem ten dotyczy w szczególności sektorów o niskich wynagrodzeniach oraz osób zatrudnionych na tzw. umowach śmieciowych, czyli nie zapewniających wystarczającej ochrony prawnej ani składek na świadczenia społeczne.
Jak mierzy się ubóstwo w Polsce?
W Polsce stosuje się trzy podstawowe progi ubóstwa. Minimum egzystencji określa poziom dochodu niezbędny do biologicznego przetrwania. Koszyk dóbr obejmuje w tym przypadku wyłącznie najbardziej podstawowe potrzeby żywieniowe i mieszkaniowe. Ubóstwo ustawowe wyznacza granicę dochodu uprawniającą do korzystania z pomocy społecznej. Jest ono ustalane administracyjnie i podlega okresowej aktualizacji. Ubóstwo relatywne oznacza dochód niższy niż 50% przeciętnych wydatków gospodarstw domowych. W tej kategorii chodzi nie tylko o przetrwanie, lecz o możliwość funkcjonowania na poziomie zbliżonym do przeciętnego standardu życia w danym społeczeństwie.
Zastosowanie trzech różnych miar pozwala uchwycić różne wymiary problemu, osoba może nie znajdować się poniżej minimum egzystencji, a jednocześnie doświadczać trwałej deprywacji materialnej i wykluczenia społecznego.
Co powoduje biedę? Szokujące wyniki badania CBOS
Wyniki badania CBOS nie pozostawiają złudzeń. Polacy nie dostrzegają niesprawiedliwości społecznych, ani nieudolnej pracy ustawodawców, a winą za biedę, jakiej doświadczają obarczają samych siebie, postrzeganych jako leniwych, niewykształconych, niezaradnych życiowo alkoholików.
Widać to po badaniu CBOS, w którym aż 55% respondentów uznało, że tkwienie w biedzie wynika z niezaradności życiowej, 44% wskazało lenistwo, a 41% alkoholizm. Odpowiedzi odnoszące się do czynników strukturalnych, takich jak inne warunki na start, niskie płace czy brak pracy, pojawiały się rzadziej.

W społecznym odbiorze dominuje zatem przekonanie, że bieda jest w dużej mierze konsekwencją indywidualnych postaw i wyborów. Polacy zdają się nie dostrzegać faktu, że w ostatnich latach nastąpił wzrost liczby osób żyjących poniżej minimum egzystencji w warunkach stosunkowo niskiego bezrobocia. Wzrost skrajnego ubóstwa zbiegł się z okresem rekordowo wysokiej inflacji i kryzysu gospodarczego, jaki miał miejsce za rządów PiS. Ceny energii elektrycznej, gazu oraz żywności rosły szybciej niż wynagrodzenia w wielu branżach. W efekcie realna wartość dochodów uległa obniżeniu.
Wiele osób, które znalazły się poniżej minimum egzystencji, pozostawała aktywna zawodowo. Dochód z pracy nie wystarczał na pokrycie podstawowych potrzeb. W tej sytuacji interpretowanie biedy wyłącznie jako efektu niezaradności zdaje się podejściem korzystnym jedynie dla nieuczciwych pracodawców i nieudolnej władzy, dla której miarą sukcesu państwa nie jest sytuacja osób z grup marginalizowanych, takich jak dzieci, osoby starsze, schorowane, czy z niepełnosprawnościami. Społeczna skłonność do przypisywania ubóstwa cechom charakteru wpływa na kierunek debaty publicznej, bo jeżeli odpowiedzialnością obarcza się poszczególne jednostki, zmniejsza się presja na zmiany systemowe dotyczące rynku pracy, polityki płacowej czy konstrukcji świadczeń społecznych.
Pułapka ubóstwa i mechanizmy utrwalające biedę
Postrzeganie biedy jako problemu jednostki jest podejściem powierzchownym i nieoddającym sedna problemu. Bieda to nie wyłącznie stan umysłu, jak utrzymują niektórzy, ale dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dziedzictwo, które podcina skrzydła i utrudnia dostęp do edukacji, możliwości i rozwoju.
W tym kontekście ważne jest pojęcie pułapki ubóstwa, które oznacza sytuację, w której wzrost dochodu prowadzi do utraty części świadczeń, przez co realna poprawa sytuacji finansowej jest niewielka. W praktyce czasami podjęcie dodatkowej pracy skutkuje utratą zasiłku mieszkaniowego czy innych form wsparcia, przy marginalnym wzroście dochodu netto. W takich warunkach motywacja do wzmożonej aktywności zawodowej przestaje istnieć.
Dodatkowym czynnikiem napędzającym pogłębienie się przepaści między najbiedniejszymi a najbogatszymi stanowi koncentracja wysokich dochodów i majątków w wąskich grupach przy jednoczesnym utrzymywaniu się części społeczeństwa na granicy stabilności finansowej. Zgodnie z danymi na 2022 rok najbogatsze 10% Polaków posiada ponad 60% całego majątku w państwie, który potem przekazują swoim potomkom. Taka struktura dochodowa sprzyja akumulacji środków w elitarnych kręgach nowoczesnej arystokracji i utrwalaniu podziałów społecznych.
Bieda a zdrowie
Długotrwałe ubóstwo wiąże się z podwyższonym poziomem stresu oraz gorszym dostępem do opieki zdrowotnej. Osoby o niższych dochodach częściej odkładają wizyty lekarskie z powodów finansowych i rzadziej korzystają z prywatnych świadczeń medycznych. Przewlekły stres związany z niepewnością finansową zwiększa ryzyko chorób sercowo naczyniowych, depresji i zaburzeń lękowych, a ograniczony dostęp do profilaktyki zdrowotnej tylko pogłębia te problemy.
Ubóstwo wpływa nie tylko na bieżący standard, lecz także na długość i jakość zdrowia w dłuższej perspektywie. Koszty społeczne takiego stanu rzeczy wykraczają poza sferę dochodów i obejmują system ochrony zdrowia oraz wydatki publiczne związane z pomocą społeczną.
Era pracowitych nędzarzy
Bieda nie jest wyłącznie konsekwencją indywidualnych decyzji. To zjawisko zakorzenione w strukturze rynku pracy i systemie redystrybucji. Czasy, kiedy biedni byli bezrobotnymi dawno minęły. Obecnie pracowitość przestaje być gwarantem dostatku, czy nawet bazowego minimum. Najwyższa pora to zrozumieć, porzucić autogaslighting i zacząć wymagać od władzy pracę nad wyeliminowaniem tego systemowego problemu, zamiast obarczać winą poszczególnych obywateli. Bo jak twierdził Mahatma Gandhi, i co zdaje się zbieżne z tak popularną wśród polityków narracją chrześcijańską, „Miarą społeczeństwa jest to, jak traktuje ono swoich najsłabszych członków”.





































