Alternatywa dla Niemiec zdobyła 43,8 proc. głosów w wyborach w Saksonii-Anhalcie. Sam wynik regionalnego głosowania nie zmieni polityki gospodarczej Niemiec, ale pokazuje rosnącą siłę partii, która chce tańszej energii, niższych podatków, odejścia od euro i przebudowy Unii Europejskiej. Dla Polski ten program ma dwa oblicza. Ożywienie niemieckiego przemysłu mogłoby zwiększyć zamówienia dla polskich firm. Głębsza realizacja programu AfD niosłaby jednak znacznie większe ryzyka dla gospodarki, która ponad jedną czwartą swojego eksportu kieruje do Niemiec.
Wybory w Niemczech zakończyły się w Saksonii-Anhalcie zdecydowanym zwycięstwem AfD. Alternatywa dla Niemiec zdobyła 43,8 proc. głosów i 39 z 83 mandatów. Do samodzielnej większości zabrakło jej trzech miejsc. CDU uzyskała 17,2 proc., niemal 20 pkt proc. mniej niż w poprzednich wyborach.
Wynik nie daje Alice Weidel i jej partii wpływu na politykę gospodarczą całych Niemiec. To wybory landowe. Sankcje wobec Rosji, podatki federalne, członkostwo w strefie euro czy stanowisko Niemiec wobec Unii Europejskiej nie są ustalane w Magdeburgu.
Znaczenie niedzielnego głosowania jest inne. Tak duża przewaga AfD zwiększa presję na partie głównego nurtu i pokazuje, że postulaty dotąd znajdujące się poza centrum niemieckiej polityki zdobywają coraz większe poparcie. Dla Polski ma to znaczenie również gospodarcze.
Niemcy odpowiadają za ponad jedną czwartą polskiego eksportu
Żaden duży partner handlowy nie jest dla polskich firm tak ważny jak Niemcy. W pierwszym półroczu 2026 r. trafiło tam 26,5 proc. całego polskiego eksportu. Jego wartość wyniosła 215,1 mld zł i była o 1,9 proc. wyższa niż rok wcześniej. Polska miała w wymianie z Niemcami nadwyżkę w wysokości 58,9 mld zł.
Dlatego oceniając gospodarcze postulaty AfD z polskiej perspektywy, trzeba zacząć od kondycji niemieckiej gospodarki. Jeżeli niemieckie fabryki zwiększają produkcję, korzystają na tym także polscy dostawcy komponentów, materiałów i usług transportowych. Gdy ograniczają zamówienia, spadek dociera również do przedsiębiorstw po tej stronie Odry. Tu pojawia się pierwszy potencjalnie pozytywny dla Polski element programu AfD.
Tańsza energia w Niemczech mogłaby zwiększyć zamówienia w Polsce
AfD chce mocnego obniżenia kosztów prowadzenia działalności w Niemczech. W programie partii znajdują się m.in. obniżki podatków dla firm, ograniczenie obowiązków administracyjnych, redukcja podatków od energii, likwidacja opłaty od CO2, ponowne wykorzystanie energetyki jądrowej oraz dłuższa praca elektrowni węglowych. Partia postuluje także naprawę i ponowne uruchomienie Nord Stream. Gdyby część tych rozwiązań rzeczywiście obniżyła koszty niemieckiego przemysłu i zwiększyła jego produkcję, polskie firmy mogłyby na tym skorzystać.
Niemiecki producent samochodów, maszyn czy urządzeń elektrycznych nie działa w zamkniętym krajowym łańcuchu. Część podzespołów kupuje za granicą, również w Polsce. Większa produkcja w Niemczech może więc przełożyć się na większy popyt na polskie części, metale, tworzywa, elektronikę czy usługi transportowe.

Ten mechanizm jest szczególnie istotny teraz, ponieważ niemiecka gospodarka zaczęła wychodzić z kilkuletniego okresu słabości. W drugim kwartale 2026 r. PKB wzrósł o 1 proc. rok do roku, a realny eksport towarów zwiększył się o 5 proc. Niemiecki urząd statystyczny wskazał eksport jako jeden z głównych motorów wzrostu.
Jeżeli polityka AfD ograniczałaby się do niższych kosztów energii, podatków i biurokracji, część polskich przedsiębiorstw współpracujących z niemieckim przemysłem mogłaby więc znaleźć się po stronie beneficjentów. Problem zaczyna się przy kolejnych punktach programu.
Rosyjski gaz mógłby jednocześnie pomóc polskim eksporterom i ich niemieckim konkurentom
AfD chce natychmiastowego zniesienia sankcji gospodarczych wobec Rosji i odbudowy Nord Stream. Partia deklaruje powrót do swobodniejszych relacji handlowych z Rosją. Dla Polski skutki takiego ruchu nie byłyby jednoznaczne.
Tańszy gaz mógłby poprawić sytuację niemieckiego przemysłu chemicznego, metalurgicznego, szklarskiego czy części motoryzacji. Jeśli rosłaby jego produkcja, mogłyby rosnąć również zamówienia składane u polskich podwykonawców.
Jednocześnie niemieckie firmy stałyby się silniejszym konkurentem dla polskich producentów działających w tych samych energochłonnych branżach. Jeżeli przedsiębiorstwo w Niemczech uzyskiwałoby dostęp do wyraźnie tańszego surowca, podczas gdy polska firma nadal ponosiłaby wyższe koszty energii, przewaga kosztowa mogłaby przesunąć się na stronę niemiecką.
Powrót rosyjskiego gazu nie byłby więc dla polskiego przemysłu prostym zyskiem. Pomógłby firmom, które zarabiają na niemieckich zamówieniach, ale mógłby pogorszyć pozycję tych, które bezpośrednio konkurują z niemieckimi zakładami.
Największe ryzyko dla Polski leży jednak poza energetyką
Znacznie poważniejszą częścią programu AfD z punktu widzenia polskiej gospodarki jest przyszłość integracji europejskiej. Partia chce, aby Niemcy opuściły system euro i wróciły do narodowej waluty. W programie zapisano również zastąpienie obecnej Unii Europejskiej nowym „związkiem europejskich narodów”, w którym większość obecnych kompetencji Brukseli wróciłaby do państw. AfD deklaruje przy tym zachowanie wspólnego rynku.
Sama zapowiedź zachowania wspólnego rynku nie usuwa jednak ryzyka gospodarczego związanego z tak głęboką przebudową UE. Niemiecki Instytut Gospodarki w Kolonii oszacował wcześniej, że scenariusz niemieckiego wyjścia z Unii mógłby po pięciu latach obniżyć realny PKB Niemiec o 5,6 proc. w porównaniu ze scenariuszem pozostania we Wspólnocie. Instytut szacował również zagrożenie dla około 2,5 mln miejsc pracy.
Dla Polski byłby to przede wszystkim szok popytowy. Jeżeli ponad 26 proc. polskiego eksportu trafia do Niemiec, znaczne osłabienie niemieckiej gospodarki szybko przekładałoby się na zamówienia składane w Polsce. Dotyczyłoby to nie tylko dużych zakładów przemysłowych, ale także ich podwykonawców, przewoźników i mniejszych przedsiębiorstw działających w tych samych łańcuchach dostaw.
Do tego dochodzi ryzyko walutowe. Niemcy są największą gospodarką strefy euro. Wyjście tego kraju ze wspólnej waluty byłoby wydarzeniem o skali znacznie większej niż Brexit i mogłoby wywołać silną niepewność dotyczącą kursów walut, inwestycji oraz finansowania przedsiębiorstw w całej Europie. Dla polskich firm handlujących z Niemcami stabilność europejskiego rynku ma więc większe znaczenie niż potencjalne oszczędności niemieckich przedsiębiorstw na energii.
Ograniczenie imigracji może dodatkowo osłabić niemiecki wzrost
Kolejny punkt programu AfD dotyczy migracji. Dla niemieckiej gospodarki jest to również problem rynku pracy. Według Instytutu Gospodarki w Kolonii 6,7 mln zagranicznych pracowników odpowiada za 13,2 proc. wartości dodanej powstającej w Niemczech. Po uwzględnieniu powiązań z innymi sektorami ich znaczenie jest jeszcze większe. Instytut ocenia, że bez zagranicznych pracowników problem starzenia się niemieckiego społeczeństwa i braków kadrowych byłby trudniejszy do opanowania.
Mniejsza dostępność pracowników może ograniczać zdolność niemieckich przedsiębiorstw do zwiększania produkcji nawet wtedy, gdy spadną ich podatki i rachunki za energię. Z polskiej perspektywy ponownie wraca ten sam mechanizm: słabszy wzrost w Niemczech to mniejszy rynek dla polskiego eksportu. Dla polskiej gospodarki bilans programu AfD jest raczej niekorzystny
Wybory w Niemczech w 2026 r. w Saksonii-Anhalcie nie sprawią, że od jutra zmieni się sytuacja polskich przedsiębiorców. AfD nie zdobyła nawet samodzielnej większości w landtagu, a większość jej najważniejszych gospodarczych postulatów wymaga decyzji na szczeblu federalnym lub europejskim. Wynik 43,8 proc. pokazuje jednak, że kierunek proponowany przez partię nie jest już marginalnym elementem niemieckiej polityki.
Z punktu widzenia Polski część programu AfD może wyglądać korzystnie. Tańsza energia, niższe podatki i mniejsze obciążenia dla niemieckich przedsiębiorstw mogłyby przyspieszyć tamtejszą produkcję, a razem z nią zwiększyć zamówienia kierowane do Polski.
Znacznie większe ryzyko pojawia się jednak przy próbie realizacji całego programu. Osłabienie wspólnego rynku, wyjście Niemiec z euro, ograniczenie przepływu pracowników czy głęboki konflikt wokół przyszłości Unii mogłyby uderzyć bezpośrednio w gospodarkę, która każdego roku sprzedaje do Niemiec towary warte setki miliardów złotych.
Dlatego z gospodarczego punktu widzenia sukces AfD ma dla Polski dwa oblicza. Silniejszy niemiecki przemysł może być dobrą wiadomością dla polskich dostawców. Słabsza i mniej zintegrowana z Europą gospodarka niemiecka byłaby dla Polski znacznie poważniejszym problemem.



















