Akcyza na e-papierosy indukcyjne została przegłosowana przez Sejm i Senat. Zgodnie z nowelizacją podatek akcyzowy w wysokości 40 zł od urządzenia ma objąć sprzęt wykorzystujący technologię indukcji elektromagnetycznej oraz powiązane z nim wkłady. Zwolennicy zmian mówią o uszczelnieniu przepisów i wyrównaniu zasad opodatkowania, ale nie obyło się bez kontrowersji. Sprawdzamy więc, co dokładnie wprowadza nowelizacja ustawy, jak wpłynie to na ceny e-papierosów i co oznacza dla budżetu państwa.
Czym są e-papierosy indukcyjne?
E-papierosy indukcyjne to urządzenia do inhalacji aerozolu, które do podgrzewania wkładu z substancją do waporyzacji wykorzystują technologię indukcji elektromagnetycznej, a nie tradycyjną grzałkę oporową. Ciepło nie powstaje więc bezpośrednio w rozgrzewającym się drucie oporowym, ale jest wytwarzane za pomocą pola elektromagnetycznego.
W takich urządzeniach cewka indukcyjna generuje zmienne pole elektromagnetyczne, a materiał reagujący na pole magnetyczne zamienia energię elektromagnetyczną na energię cieplną. Różnice konstrukcyjne dotyczą także samych wkładów, które obok materiału przeznaczonego do waporyzacji zawierają element ferromagnetyczny współpracujący z urządzeniem.
Jedynym szeroko dostępnym przedstawicielem tej technologii jest obecnie firma Philip Morris (system IQOS ILUMA). Jest w pełni zrozumiałe, że brak uwzględnienia w przepisach o podatku akcyzowym produktów wykorzystujących technologię indukcyjną od początku budziło kontrowersje.
Przeczytaj też: Absurdy VAT w Polsce 2026. Jak jeden składnik lub sposób sprzedaży zmieniają wysokość podatku?
Co zmienia akcyza na e-papierosy indukcyjne?
Nowelizacja rozszerza przepisy akcyzowe o urządzenia wykorzystujące technologię indukcji elektromagnetycznej oraz wkłady przeznaczone do takich e-papierosów. Oznacza to objęcie ich podatkiem w wysokości 40 zł od urządzenia.
Żeby zrozumieć znaczenie nowych przepisów, najpierw należy przyjrzeć się obecnym zasadom opodatkowania. Od 1 lipca 2025 roku obowiązuje akcyza na e-papierosy w wysokości 40 zł od sztuki (e-papierosy jednorazowe, wielorazowe, podgrzewacze). Jednak w ustawie wprost wymieniono klasyczne e-papierosy z grzałką oporową. Rozszerzenie definicji sprawia, że akcyzą zostaną również objęte wszystkie e-papierosy z elementem ferromagnetycznym (indukcyjne).
Warto uzupełnić, że od 2020 roku obowiązuje w Polsce akcyza na płyny do papierosów elektronicznych. Początkowo stawka podatku wynosiła 0,55 zł za każdy 1 ml płynu, ale w kolejnych latach była stopniowo podnoszona – 0,96 zł/ml od 1 marca 2025 r., 1,44 zł/ml w 2026 r., 1,80 zł/ml od 1 stycznia 2027 r., a docelowo 2,20 zł/ml.
Dlaczego e-papierosy indukcyjne korzystały z luki w przepisach – lobby tytoniowego giganta czy niekompetencja ustawodawców?
Patrząc na chronologię wydarzeń, trudno oprzeć się wrażeniu, że największym beneficjentem błędów ustawodawcy była spółka Philip Morris. To właśnie producent systemu IQOS ILUMA wykorzystał przepisy, które miały objąć urządzenia do waporyzacji akcyzą, a pozostawiły poza nimi technologię indukcji elektromagnetycznej.
Paradoks całej sprawy polega na tym, że firma ani nie obchodziła prawa, ani nie działała w szarej strefie. Wręcz przeciwnie, nawet wystąpiła do Krajowej Informacji Skarbowej o wydanie Wiążącej Informacji Akcyzowej.
Fiskus potwierdził, że urządzenia wykorzystujące indukcję elektromagnetyczną nie podlegają 40-złotowej akcyzie, ponieważ ustawowa definicja odnosiła się do sprzętu wyposażonego w grzałkę elektryczną. Przewaga konkurencyjna nie wynikała więc z niższych kosztów produkcji czy lepszej technologii, ale z konstrukcji prawa oraz jego oficjalnej interpretacji.
Przeczytaj też: Jak uzyskać indywidualną interpretację podatkową? Prosty przewodnik krok po kroku
Efekt był łatwy do przewidzenia. Producenci klasycznych urządzeń musieli doliczać do swoich produktów dodatkowe 40 zł podatku, z kolei IQOS ILUMA funkcjonował na korzystniejszych zasadach. Branża zaczęła więc otwarcie pytać, czy mamy do czynienia z przypadkową luką legislacyjną, a może z sytuacją, w której światowy koncern tytoniowy celowo otrzymał przewagę, jakiej nie miała konkurencja.
Nie ma publicznych dowodów na to, że powstanie luki było wynikiem działań lobbingowych firmy Philip Morris. Jednak bezspornym faktem jest to, że koncern wykorzystał nieprecyzyjne przepisy.
Kto zapłaci wyższą akcyzę na e-papierosy indukcyjne?
Formalnie podatek akcyzowy zapłaci podmiot wprowadzający produkt do obrotu – producent lub importer. Oczywiście koszt ten zostanie przeniesiony na konsumenta. Wygląda to następująco: producent lub importer sprzedaje drożej dystrybutorowi, ten podnosi cenę dla hurtowni, hurtownia dla sklepu, a ostatecznie więcej płaci klient przy kasie.
Co więcej, nowa akcyza na e-papierosy indukcyjne nie oznacza, że cena każdego urządzenia wzrośnie dokładnie o 40 zł. Na końcową kwotę wpływają marże uczestników rynku, podatek VAT, koszty transportu, kursy walut oraz polityka cenowa producenta.
Dobrym przykładem są jednorazowe e-papierosy, które po zmianach akcyzowych wzrosły bardziej niż wynikałoby to wyłącznie z wysokości samego podatku. Był to wynik kumulacji kilku czynników – akcyzy, podatku VAT oraz marż naliczanych na każdym etapie sprzedaży.
Ilu Polaków pali e-papierosy?
E-papierosy wybierają osoby dorosłe oraz niepełnoletnie, aczkolwiek skala zjawiska różni się w zależności od grupy wiekowej. Wśród dorosłych papierosy elektroniczne pali kilka procent populacji. Jednak już pośród nastolatków ich popularność nawet przewyższa tradycyjne wyroby tytoniowe.
Oczywiście największe obawy budzą dane dotyczące osób niepełnoletnich. Z badań Instytutu Badań Pollster wynika, że z e-papierosów korzysta około 23% nastolatków, a ponad 70% z nich robi to regularnie. W grupie wiekowej od 12 do 18 lat papierosy elektroniczne są już popularniejsze od tradycyjnych papierosów – odpowiednio 14,9% wobec 12,3%.
Jeszcze do niedawna ogromną popularnością cieszyły się jednorazowe e-papierosy. Szacuje się, że przed wprowadzeniem wyższych obciążeń podatkowych Polacy kupowali blisko 100 mln takich urządzeń rocznie.

Czy akcyza na e-papierosy indukcyjne oznacza wyższe wpływy do budżetu?
Jest oczywiste, że czy to wprowadzenie nowego podatku akcyzowego, czy jego podwyższenie, nie gwarantuje to dodatkowych środków dla budżetu. Dane za 2025 rok pokazują, że mimo znaczących podwyżek akcyzy wpływy z podatku od wyrobów tytoniowych okazały się niższe od prognoz Ministerstwa Finansów o ponad 3,5 mld zł. W ustawie budżetowej zaplanowano wpływy z akcyzy tytoniowej na poziomie 37,14 mld zł, a do budżetu z tego tytułu trafiło 33,61 mld zł. Stanowiło to 6,35% wszystkich dochodów podatkowych, które osiągnęły poziom 529,2 mld zł.
Jedną z przyczyn jest spadek legalnej konsumpcji wywołany wzrostem cen. W 2025 roku akcyza na papierosy została podniesiona o 25%, a na płyny do e-papierosów aż o 75%. Ponadto wprowadzono akcyzę na e-papierosy. Wskazuje się również na rozwój szarej strefy. Według danych Instytutu Almares jej udział miał wzrosnąć z niespełna 5% do około 7% rynku.
Zależność pomiędzy wysokością stawek podatkowych a dochodami budżetu państwa pokazuje tzw. krzywa Laffera. Zgodnie z koncepcją podnoszenie podatków zwiększa wpływy do budżetu tylko do pewnego momentu. Po przekroczeniu granicy akceptowalnej dla konsumentów efekt może być odwrotny – legalna sprzedaż spada, rozwija się szara strefa, a dochody państwa zaczynają maleć. Dane za 2025 rok mogą potwierdzać ten mechanizmu, a więc i dodatkowa akcyza na e-papierosy indukcyjne wcale nie gwarantuje wyższych przychodów do budżetu.
Nie jest to pierwszy przypadek w Polsce, kiedy wysokość akcyzy wpływa na zachowania konsumentów i ostateczne dochody budżetu. Często przywoływanym przykładem jest obniżka akcyzy na mocne alkohole przeprowadzona przez rząd Leszka Millera w październiku 2002 r. Wcześniejsze systematyczne podwyżki doprowadziły do rozwoju przemytu i szarej strefy, przez co wpływy z podatku zaczęły spadać z około 4,81 mld zł w 1998 r. do 3,87 mld zł w 2002 r.
Po obniżeniu stawki akcyzy o 30% scenariusz okazał się odwrotny od przewidywań wielu krytyków. Legalna sprzedaż alkoholu wzrosła, ograniczono opłacalność przemytu, a wpływy budżetowe zaczęły rosnąć do poziomu 4,09 mld zł w 2003 r. i 4,56 mld zł rok później.
Podsumowując, nic dziwnego, że nowelizacja budzi sporo emocji. Z jednej strony rząd przekonuje, że akcyza na e-papierosy indukcyjne to tylko uszczelnienie systemu i zamknięcie luki, która pozwalała części produktów funkcjonować poza akcyzą. Z drugiej natomiast branża zwraca uwagę, że problem powstał wyłącznie dlatego, że państwo samo stworzyło nieprecyzyjne przepisy, które były wykorzystywane przez monopolistę rynku. Mimo to rząd nie poczuwa się do winy.
Wyszukiwarka indywidualnych interpretacji podatkowych
Kontrowersje potęguje również sposób wprowadzania zmian. Jeszcze niedawno przedsiębiorcy słyszeli zapewnienia o konieczności zachowania odpowiednio długiego vacatio legis przy zmianach podatkowych. Tymczasem w przypadku e-papierosów indukcyjnych zdecydowano się na 2-miesięczny okres dostosowawczy.
Czas pokaże, jaki efekt przyniesie nowa akcyza na e-papierosy indukcyjne – zwiększy wpływy do budżetu, czy – co jest bardziej prawdopodobne – będzie impulsem do rozwoju szarej strefy i zmian zachowań konsumentów.




















