Oszustwo nie zaczyna się już od prośby o natychmiastowy przelew. Najpierw pojawia się informacja o wycieku danych, kredycie zaciąganym na nazwisko ofiary albo podejrzanej transakcji. Później do rozmowy włączają się rzekomi pracownicy banku, Narodowego Banku Polskiego i policjanci. Przestępcy wykorzystują połączenia wideo, fałszywe dokumenty, elementy policyjnego umundurowania, a nawet materiały stworzone przy użyciu sztucznej inteligencji.
W ostatnich tygodniach policja opisała kilka takich przypadków. Schematy różniły się szczegółami, ale prowadziły do tego samego celu: przekonania ofiary, że przekazanie pieniędzy jest częścią procedury służącej ich ochronie.
Oszustwo budowane jest etapami
Mieszkanka Lubina najpierw odebrała telefon od mężczyzny podającego się za pracownika firmy pożyczkowej. Usłyszała, że ktoś próbuje wykorzystać jej dane do zaciągnięcia zobowiązania. Niedługo później skontaktował się z nią kolejny rozmówca, tym razem przedstawiający się jako pracownik banku.
Historia została rozwinięta. Kobieta usłyszała, że za wyciekiem danych może stać pracownik placówki bankowej, a sprawą zajmują się już policja i prokuratura. Na jej skrzynkę e-mail trafiły dokumenty mające potwierdzać prowadzenie postępowania.
Dopiero później doszło do rozmowy wideo z rzekomym policjantem. Mężczyzna miał na sobie granatową koszulkę z napisem „Policja” i potwierdzał informacje przekazane wcześniej przez pozostałych rozmówców.
Kobieta uwierzyła, że bierze udział w procedurze zabezpieczenia pieniędzy. Wykonywała kolejne polecenia, w tym przelewy pomiędzy własnymi rachunkami. Następnie przekazała kody BLIK, sądząc, że środki trafiają na specjalne konto techniczne. Straciła blisko 13 tys. zł.
Nie był to pojedynczy telefon od przypadkowego oszusta. Przestępcy stworzyli kilka postaci, które wzajemnie potwierdzały swoje wersje wydarzeń.
Fałszywy pracownik NBP i ponad 600 tys. zł strat
Znacznie większe straty poniósł 33-letni mieszkaniec powiatu chrzanowskiego. Według małopolskiej policji oszust poinformował go, że ktoś próbował zaciągnąć kredyt na jego dane. Mężczyzna usłyszał również o rzekomych próbach przesyłania jego pieniędzy za granicę oraz wpływie na konto środków pochodzących z przestępstwa.
Kolejną osobą w tym scenariuszu był fałszywy pracownik NBP. Miał sprawdzić, czy pieniądze 33-latka są bezpieczne.
Pod jego instrukcje mężczyzna wypłacał gotówkę i wpłacał ją do bitomatu. Później został nakłoniony do zaciągania kolejnych pożyczek. Oszuści przekonywali, że zobowiązania są elementem operacji i zostaną anulowane.
Straty sięgnęły blisko 623 tys. zł. Przestępcy nie ograniczyli się więc do przejęcia oszczędności. Doprowadzili też do sytuacji, w której ofiara sama zwiększała dostępną pulę pieniędzy, zaciągając nowe zobowiązania.
Wizerunek policjanta może zostać wygenerowany
Kolejny przypadek pokazuje, jak do podobnych scenariuszy wchodzi sztuczna inteligencja.
58-letnia kobieta z okolic Biskupca odebrała połączenie wideo od mężczyzny przedstawiającego się jako policjant. Usłyszała, że ma zabezpieczyć 50 tys. zł i w ten sposób pomóc w prowadzonej akcji.
Rozmówca wyglądał wiarygodnie. Gdy kobieta sprawdziła jego dane w internecie, znalazła zdjęcie mężczyzny w policyjnym mundurze odpowiadające osobie widocznej podczas rozmowy. Według informacji policji wykorzystano deepfake, czyli materiał wygenerowany lub zmodyfikowany za pomocą sztucznej inteligencji.
Kobieta wypłaciła z banku 50 tys. zł i wpłaciła pieniądze do bitomatu na wskazany rachunek. Gdy straciła kontakt z rzekomym funkcjonariuszem, zgłosiła się na policję.
Tym razem pieniądze udało się zatrzymać. Policjant szybko wystąpił o blokadę środków, a operator finansowy oznaczył transakcję jako podejrzaną.
Połączenie wideo przestało być potwierdzeniem tożsamości
Przez lata rozmowa wideo mogła sprawiać wrażenie bardziej wiarygodnej niż zwykły telefon. Rozmówcę można było zobaczyć, a mundur, biuro czy dokument pokazany przed kamerą dodatkowo wzmacniały przekaz.
Ta bariera znika.
Do stworzenia przekonującego scenariusza nie jest już potrzebny dostęp do policyjnej jednostki ani prawdziwy funkcjonariusz. Wystarczy przygotowany strój, odpowiednie tło lub cyfrowo zmodyfikowany obraz. Zdjęcie znalezione w internecie także nie musi potwierdzać, że osoba po drugiej stronie ekranu jest tym, za kogo się podaje.
Podobnie działa dokument przesłany pocztą elektroniczną. Pismo z logo instytucji, sygnaturą sprawy i urzędowym językiem może być jednym z elementów oszustwa, a nie dowodem na to, że sprawa rzeczywiście istnieje.
Oszuści przejmują język instytucji
W opisanych przypadkach powtarza się ten sam mechanizm. Rozmówca nie przedstawia sytuacji jako okazji do zarobku. Przeciwnie: informuje o zagrożeniu i oferuje pomoc.
Padają informacje o wycieku danych, próbie zaciągnięcia kredytu, zagrożonych oszczędnościach, prowadzonej akcji policji albo potrzebie zabezpieczenia rachunku. Pojawiają się określenia takie jak „konto techniczne”, „blokada środków” czy „weryfikacja bezpieczeństwa”.
Następnie ofiara otrzymuje zadanie. Ma przelać pieniądze, przekazać kod BLIK, wypłacić gotówkę albo wpłacić ją do bitomatu. W jednym z przypadków kolejnym etapem było nawet zaciągnięcie pożyczek.
Wszystkie te czynności przedstawiane są jako sposób na ochronę majątku. W rzeczywistości prowadzą do przekazania kontroli nad pieniędzmi przestępcom.
„Konto techniczne” powinno zakończyć rozmowę
Policja jednoznacznie wskazuje, że funkcjonariusze nie prowadzą telefonicznych akcji wymagających przekazywania prywatnych pieniędzy. Nie proszą również o kody BLIK ani o wpłacanie środków na rachunki mające je rzekomo zabezpieczyć.
Tak samo pracownik banku nie potrzebuje kodu BLIK klienta, aby ochronić jego rachunek.
Jeżeli podczas rozmowy pojawia się polecenie przekazania pieniędzy, wypłaty gotówki, wpłaty do bitomatu, zaciągnięcia kredytu lub przeniesienia środków na „bezpieczne” czy „techniczne” konto, kontakt z instytucją można zweryfikować niezależnie. Rozmowę trzeba zakończyć, a następnie samodzielnie wybrać oficjalny numer banku lub jednostki policji.
Numer widoczny na ekranie telefonu, dokument przesłany e-mailem, mundur podczas wideorozmowy ani twarz znaleziona później w wyszukiwarce nie są już wystarczającym potwierdzeniem tożsamości rozmówcy.
Przestępcy nie zmienili podstawowego celu oszustwa. Nadal chodzi o doprowadzenie ofiary do samodzielnego przekazania pieniędzy. Zmieniły się narzędzia. Zamiast jednej rozmowy telefonicznej powstaje cały scenariusz, w którym bank, policja, prokuratura i inne instytucje mają wzajemnie potwierdzać swoją wiarygodność. Coraz częściej częścią tej historii jest również obraz.


















