Kierowca zatrudniony przy obsłudze Biedronki nie mógł tak po prostu przejść do innej firmy. Znaczenie miało to, u którego przewoźnika wcześniej pracował, zgoda dotychczasowego pracodawcy oraz kilkumiesięczna karencja. Według nieprawomocnej decyzji Prezesa UOKiK takie zasady ograniczały swobodę zmiany pracodawcy i konkurencję na rynku pracy. Na uczestników porozumienia nałożono kary w łącznej wysokości 571,9 mln zł.
Jak działał ten mechanizm, kto miał go organizować i dlaczego sprawa zakończyła się tak wysokimi karami?
Kierowca chciał zmienić firmę, ale nie zawsze mógł
W kontrowersyjnej aferze z Biedronką w tle chodziło przede wszystkim o umowę, zgodnie z którą przewoźnicy obsługujący centra dystrybucyjne Biedronki mieli nie konkurować ze sobą o kierowców. Jeżeli kierowca pracował wcześniej u jednego z przewoźników i chciał przejść do innej firmy wykonującej transport dla tego samego centrum, jego dotychczasowy pracodawca musiał wyrazić na to zgodę. Jeżeli zgody nie było, kierowca mógł zostać objęty blokadą i przez określony czas nie wykonywać pracy w tym centrum dla nowej firmy.
Zgodnie z komunikatem UOKiK okres takiej karencji wynosił kilka miesięcy, zależnie od konkretnego centrum dystrybucyjnego. Nie była to więc wyłącznie formalna przeszkoda w rekrutacji. W swoim komunikacie Urząd wskazuje, że właśnie zastosowanie karencji sprawiało, że zatrudnienie kierowcy u konkurencyjnego przewoźnika stawało się dla niego mniej opłacalne.
UOKiK w oficjalnym komunikacie opisuje ten mechanizm w następujący sposób:
Kierowcy tam zatrudnieni mieli ograniczoną możliwość zmiany pracodawcy. Decydowały nie kompetencje, lecz to, dla kogo wcześniej pracowali. Taka sytuacja była wynikiem zmowy, którą zawarła spółka Jeronimo Martins Polska i współpracujące z nią firmy transportowe, a która trwała od czerwca 2017 r. do co najmniej lutego 2024 r., gdy Urząd przeprowadził przeszukanie.
Kilka tysięcy kierowców mogło odczuć skutki zmowy
Przez lata skutki zmowy mogły odczuć tysiące kierowców. Nie chodzi więc o pojedynczy przypadek pracownika, któremu odmówiono przejścia do innej firmy, lecz o system funkcjonujący w wielu centrach dystrybucyjnych i obejmujący znaczną grupę osób. Znaczenie miała również sytuacja na rynku kierowców. W swoim komunikacie prezes UOKiK zwrócił uwagę na niedobór wykwalifikowanych pracowników, który zwiększał znaczenie konkurencji między przewoźnikami. Jeżeli firma potrzebowała doświadczonego kierowcy, mogła próbować przekonać go wyższą pensją, dodatkiem albo korzystniejszymi warunkami pracy. Przy ograniczeniu możliwości przechodzenia między przewoźnikami słabła więc presja na podnoszenie wynagrodzeń i poprawę warunków zatrudnienia.
W materiałach zebranych przez Urząd znalazła się korespondencja świadcząca o tym, że uczestnicy porozumienia zdawali sobie sprawę z problemu konkurencji o kierowców. Jeden z przewoźników pisał do Jeronimo Martins Polska o migracji kierowców między firmami obsługującymi to samo centrum i oceniał sytuację kadrową na rynku jako trudną. W innym e-mailu z 2022 r. przewoźnik zwrócił się o objęcie konkretnego kierowcy karencją, argumentując, że bez przestrzegania ustalonych zasad pojawi się „niezdrowa” konkurencja między przewoźnikami. Z kolei w korespondencji z 2021 r. jeden z przewoźników pisał o rywalizacji o kierowców i wzajemnym podbijaniu wynagrodzeń.

UOKiK: Jeronimo Martins Polska organizowała zmowę
W decyzji UOKiK spółka Jeronimo Martins Polska nie została przedstawiona jako bierny uczestnik porozumienia. Prezes Urzędu twierdzi, że to firma zorganizowała zmowę, egzekwowała uzgodnione zasady i pośredniczyła w wymianie informacji między przewoźnikami. Według ustaleń UOKiK to również Jeronimo Martins Polska decydowała, kto może wejść na teren centrum dystrybucyjnego, a kierowcy zmieniający pracę w sposób niezgodny z ustaleniami mieli mieć uniemożliwiony wjazd.
Spółka Jeronimo Martins Polska była organizatorem zmowy, egzekwowała uzgodnione warunki porozumienia i pośredniczyła w wymianie informacji między przewoźnikami. Decydowała również o tym, kto może wejść na teren centrum dystrybucyjnego i uniemożliwiała wjazd kierowców, którzy zmienili pracę niezgodnie z ustaleniami pomiędzy przewoźnikami
– czytamy w komunikacie Urzędu.
Według UOKiK ograniczenie konkurencji o kierowców mogło przynosić korzyść także Jeronimo Martins Polska – jeżeli przewoźnicy nie musieli już zatrzymywać pracowników podwyżkami i lepszymi warunkami pracy, słabła również presja na wzrost stawek za usługi transportowe. UOKiK wskazał przy tym na jeszcze jeden element materiału dowodowego. Według UOKiK wewnętrzne dokumenty spółki wskazywały, że taki mechanizm może naruszać prawo konkurencji. Według Urzędu, mimo tej wiedzy spółka nie zrezygnowała dobrowolnie z mechanizmu, który miał być kontynuowany co najmniej do przeszukania przeprowadzonego w lutym 2024 r.
Dlaczego zmowa może ograniczać wzrost wynagrodzeń
Rynek pracy również opiera się na konkurencji. Przedsiębiorca, któremu trudno znaleźć pracownika, może próbować przyciągnąć go wyższą pensją, premią, lepszym grafikiem lub dodatkowymi świadczeniami. Jeżeli konkurencyjna firma nie może takiego pracownika zatrudnić albo robi to wyłącznie za zgodą jego dotychczasowego pracodawcy, presja na poprawę oferty spada.
Właśnie taki skutek mogło mieć porozumienie dotyczące kierowców. Nie chodzi więc wyłącznie o samą możliwość zmiany miejsca zatrudnienia. Problem dotyczy również ceny pracy, ponieważ ograniczenie liczby firm, do których pracownik może swobodnie przejść, zmniejsza liczbę podmiotów rywalizujących o jego umiejętności. Urząd uznał, że w przypadku badanego porozumienia mogło to prowadzić do słabszej presji na podnoszenie wynagrodzeń.
Tomasz Chróstny podsumował stanowisko Urzędu w tej sprawie w następujący sposób:
Pracownicy mają prawo szukać lepszej płacy i warunków pracy. Zmowa, która odbiera pracownikom to prawo, uderza w podstawowe zasady uczciwej konkurencji. Takie praktyki muszą być bezwzględnie eliminowane z rynku.
Nie każdy zakaz konkurencji dotyczący pracownika jest jednak tym samym co zmowa między przedsiębiorcami. Inaczej należy oceniać ograniczenie wynikające z konkretnej umowy zawartej między pracownikiem a jego pracodawcą, a inaczej porozumienie kilku konkurujących przedsiębiorców, którzy uzgadniają między sobą, kogo będą zatrudniać. Właśnie ta druga sytuacja znalazła się w centrum postępowania dotyczącego Biedronki.
Na jakie ustalenia między firmami uważać jako przedsiębiorca
Ryzyko antymonopolowe może pojawić się nie tylko przy całkowitym zakazie zatrudniania pracowników konkurenta. Przedsiębiorca powinien więc zachować szczególną ostrożność, gdy rozmowa z konkurentem zaczyna dotyczyć:
- tego, których pracowników druga firma będzie lub nie będzie zatrudniać,
- poziomu wynagrodzeń oferowanych konkretnym grupom pracowników,
- maksymalnych stawek proponowanych kandydatom,
- zasad rekrutowania osób pracujących u konkurencji,
- danych o planowanych podwyżkach, wynagrodzeniach lub polityce rekrutacyjnej konkurenta.
Ponad pół miliarda kary dla Biedronki
W lipcu 2025 r. prezes UOKiK postawił zarzuty Jeronimo Martins Polska, 32 firmom transportowym oraz ośmiu menedżerom i właścicielom firm. Na tym etapie była jeszcze mowa o podejrzeniu zmowy, której skutkiem mogło być ograniczenie możliwości przechodzenia kierowców między przewoźnikami obsługującymi centra dystrybucyjne Biedronki.
Decyzja o karach została wydana 14 września 2026 r. UOKiK nałożył łącznie 571 960 550 zł sankcji. Z tej kwoty 525 535 050 zł przypadło Jeronimo Martins Polska, a pozostałe kary objęły 29 przedsiębiorców transportowych oraz osiem osób fizycznych. UOKiK ukarał również osoby fizyczne, które według Urzędu były bezpośrednio odpowiedzialne za niedozwolone ustalenia. Najwyższa z tych kar wyniosła 390 tys. zł. Pozostałe sankcje dla wskazanych osób wyniosły od 135 tys. zł do 247,5 tys. zł. Byli to właściciele, wspólnicy lub menedżerowie firm uczestniczących w porozumieniu.
W sprawie pojawił się również mechanizm łagodzenia kar, czyli leniency. Firma Międzynarodowy i Krajowy Przewóz Towarów Kazimierz Olszański przekazała UOKiK informacje dotyczące funkcjonowania zmowy. Ponieważ wniosek został złożony dopiero po rozpoczęciu postępowania i po zgromadzeniu przez Urząd istotnego materiału dowodowego, przedsiębiorca nie otrzymał całkowitego zwolnienia z kary. Grzywna została jednak zmniejszona o 50% i wyniosła ponad 166,6 tys. zł.
Firma Jeronimo Martins Polska przedstawiła stanowisko, w którym zakwestionowała sposób komunikowania decyzji. Spółka przekazała Business Insider Polska, że nie komentuje na tym etapie samej decyzji, ponieważ jest zaniepokojona jej publicznym ogłoszeniem przed wcześniejszym doręczeniem właściwym podmiotom. Przedstawiciele spółki zwrócili również uwagę, że była jednym z 30 przedsiębiorców objętych konkretnym postępowaniem oraz że UOKiK prowadzi działania wyjaśniające dotyczące kilku sieci handlowych w tym obszarze. Biedronka zapowiedziała odwołanie od decyzji, dlatego obecnie należy rozdzielić dwie kwestie: ustalenia i ocenę prawną przedstawione przez UOKiK oraz stanowisko ukaranej spółki, która nie zgadza się z decyzją i zamierza ją zaskarżyć.

















