Rok 2025 zapisze się w statystykach jako kolejny okres dynamicznego wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce. Według raportu Coface liczba postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych wzrosła do 6566 przypadków, co oznacza wzrost o 17,8% rok do roku. Jednocześnie polska gospodarka rosła w tempie 3,6% PKB – jednym z najwyższych w Unii Europejskiej.
Mamy więc do czynienia z paradoksem: gospodarka na gazie, firmy na hamulcu.
Należy w tym miejscu podkreślić, że sama dynamika PKB nie jest wystarczającym miernikiem kondycji sektora MŚP. Dane z 2025 roku są tego najlepszym potwierdzeniem.
6566 niewypłacalności – co naprawdę oznacza ten wzrost?
W 2025 roku odnotowano 411 upadłości (+1,7% r/r) oraz 6155 restrukturyzacji (+19% r/r), co daje łącznie 6566 postępowań (+17,8% r/r).
Kluczowe znaczenie ma struktura tych danych. Nieco ponad 6% przypadków stanowiły klasyczne upadłości likwidacyjne. Zdecydowaną większość stanowiły postępowania restrukturyzacyjne – w tym szczególnie postępowania o zatwierdzenie układu (2284 przypadki, ok. 35% wszystkich spraw).

Dane pokazują, że przedsiębiorcy coraz rzadziej traktują niewypłacalność jako koniec działalności. Restrukturyzacja stała się realnym narzędziem zarządzania kryzysem płynnościowym, a nie ostatecznością. W praktyce oznacza to, że coraz więcej przedsiębiorstw wchodzi w formalny proces ochrony przed wierzycielami, zanim dojdzie do trwałej niewypłacalności.
Gospodarka dwóch prędkości
Coface trafnie opisuje rok 2025 jako przykład „gospodarki dwóch prędkości”, czyli sytuacji, w której dane makroekonomiczne wyglądają dobrze, a jednocześnie kondycja finansowa wielu firm wyraźnie się pogarsza. Z perspektywy przedsiębiorcy to jeden z najbardziej mylących momentów cyklu koniunkturalnego: w nagłówkach dominuje szybki wzrost PKB, natomiast w codziennym prowadzeniu biznesu rośnie presja kosztowa, spadają marże i wydłużają się terminy płatności.
Z jednej strony mamy bowiem argumenty, które powinny wspierać działalność firm. Polska gospodarka według szacunków Coface urosła w 2025 roku o 3,6%, co plasowało ją wśród najszybciej rosnących dużych gospodarek UE. Popyt wewnętrzny był wzmacniany mieszanką decyzji pieniężnych i fiskalnych: RPP obniżała stopy procentowe (Coface wskazuje na sześć obniżek), a sektor finansów publicznych utrzymywał wysoki deficyt, co w krótkim terminie „pompowało” popyt w gospodarce. Dodatkowo rynek pracy pozostawał napięty, a Polska nadal należała do krajów o najniższym bezrobociu w Unii Europejskiej. Te czynniki składają się na obraz gospodarki, która statystycznie jest w dobrej formie i teoretycznie powinna generować lepsze warunki dla biznesu.
Problem polega na tym, że ta „dobra forma” nie rozkłada się równomiernie na przedsiębiorstwa i branże. Druga prędkość gospodarki to realia kosztów, konkurencji i zewnętrznego otoczenia handlowego. W 2025 roku – jak podkreśla Coface – wynagrodzenia nadal rosły szybciej niż produktywność. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli firma utrzymuje sprzedaż, to coraz większa część przychodów jest „zjadana” przez koszty pracy. W takiej sytuacji wynik operacyjny i rentowność sprzedaży nie rosną razem z obrotami, a wręcz pozostają słabsze niż w latach 2022–2023. Innymi słowy: można pracować więcej, wystawiać więcej faktur, a jednocześnie zarabiać mniej na każdej złotówce przychodu.
Do tego dochodzi presja z zewnątrz. Rok 2025 przyniósł eskalację wojen handlowych i utrzymywanie się ceł na wysokich poziomach, co uderzało w gospodarki zorientowane na eksport – a Polska do takich należy. Coface zwraca też uwagę na efekt „przekierowania” części nadprodukcji chińskiej na rynek UE w związku z bardzo wysokimi cłami na rynku amerykańskim. Dla europejskich producentów oznacza to wzrost konkurencji cenowej, często niemożliwej do zrównoważenia przy wyższych kosztach pracy i energii. Sytuację pogłębiała stagnacja w Niemczech – najważniejszym partnerze handlowym Polski – którą polscy eksporterzy odczuwają wyjątkowo mocno, bo nawet chwilowe osłabienie zamówień przekłada się na przerwy w produkcji, spadek wykorzystania mocy i gorszą absorpcję kosztów stałych.
Sedno „gospodarki dwóch prędkości” polega na tym, że wzrost PKB nie oznacza automatycznie poprawy wyników firm. Dla przedsiębiorcy kluczowa jest marża pozwalająca pokryć koszty stałe i obsłużyć zobowiązania. W 2025 roku była ona pod silną presją – przy rosnących kosztach i coraz częstszych opóźnieniach płatności nawet dobra koniunktura szybko zamieniała się w napięty cash flow.
W efekcie wiele firm notowało stabilne przychody przy jednoczesnym spadku rentowności, ponieważ koszty rosły szybciej niż możliwość podnoszenia cen. Gdy pogarsza się płynność, rośnie liczba niewypłacalności – nawet w warunkach solidnego wzrostu gospodarczego. Dlatego rekordowe 6566 postępowań nie stoi w sprzeczności z szybkim tempem wzrostu PKB.
Eksport pod presją i rosnąca konkurencja
Szczególnie widoczne było to w sektorach produkcyjnych i eksportowych. Osłabienie koniunktury w strefie euro, zwłaszcza stagnacja w Niemczech, przełożyło się na ograniczenie zamówień. W wielu branżach eksportowych spadki obrotów sięgały 20–30 proc. Jednocześnie nasilające się napięcia handlowe oraz napływ tańszych towarów z Azji zwiększyły presję konkurencyjną.
Europejscy producenci, funkcjonujący przy wyższych kosztach pracy i energii, znaleźli się w sytuacji, w której utrzymanie marży wymagało albo podnoszenia cen – co przy słabym popycie było trudne – albo akceptowania niższej rentowności. W konsekwencji nawet firmy o relatywnie silnej pozycji rynkowej zaczęły odczuwać napięcia płynnościowe.
Transport i budownictwo: efekt domina
Transport, który jest bezpośrednio powiązany z handlem międzynarodowym, odczuł te zjawiska niemal natychmiast. Mniejsza wymiana handlowa, wyższe opłaty drogowe w Unii Europejskiej i rosnące wymogi regulacyjne dotyczące floty uderzyły w przewoźników działających na niskich marżach. Wystarczy niewielkie ograniczenie wolumenu zleceń, by przy wysokich kosztach stałych pojawiły się problemy z płynnością.

Podobnie w budownictwie, gdzie mimo spadku cen części materiałów i niższych kosztów finansowania, rentowność pozostała ograniczona. Bez silnych impulsów inwestycyjnych – zwłaszcza publicznych i infrastrukturalnych – sektor nadal funkcjonował w warunkach podwyższonego ryzyka finansowego.
Restrukturyzacja jako narzędzie, nie ostateczność
Struktura niewypłacalności pokazuje, że nie mamy do czynienia wyłącznie z falą likwidacji firm. Zdecydowana większość postępowań to restrukturyzacje, a nie upadłości likwidacyjne. Coraz większą rolę odgrywa postępowanie o zatwierdzenie układu, które stało się realnym narzędziem zarządzania kryzysem płynnościowym.
To dowód na dojrzewanie rynku i większą świadomość przedsiębiorców, którzy częściej sięgają po rozwiązania prawne zanim sytuacja stanie się nieodwracalna. Z perspektywy wierzycieli oznacza to jednak rosnącą potrzebę monitorowania kontrahentów i aktywnego zarządzania ryzykiem, bo formalna restrukturyzacja staje się coraz powszechniejszym elementem krajobrazu gospodarczego.
Problem nie w sprzedaży, lecz w płynności
W 2025 roku firmy zderzyły się z wysokimi kosztami, których nie były w stanie w pełni przenieść na klientów. Bufor nadpłynności z poprzednich lat się wyczerpał, a opóźnione płatności zaczęły narastać. Największe napięcia pojawiły się więc nie w sprzedaży, lecz w płynności finansowej.
W bardziej wymagającym otoczeniu rynkowym opóźnione płatności zaczęły narastać, a rotacja należności wydłużać się. To właśnie w obszarze płynności finansowej widać dziś największe napięcia – niekoniecznie w samym poziomie sprzedaży, lecz w zdolności do terminowego regulowania zobowiązań.
2026: szansa na stabilizację, nie na szybki powrót do komfortu
Prognozy na 2026 rok zakładają dalszy wzrost gospodarczy, nawet w okolicach 3,8 proc., wspierany przyspieszoną absorpcją środków z Krajowego Planu Odbudowy, opóźnionym efektem obniżek stóp procentowych oraz możliwym ożywieniem w Niemczech. Jednocześnie spodziewany jest dalszy wzrost liczby niewypłacalności, choć o niższej dynamice.
To pokazuje, że dostosowanie sektora przedsiębiorstw do nowych warunków kosztowych i konkurencyjnych będzie procesem rozłożonym w czasie.
Rok 2025 potwierdził, że o stabilności firmy nie decyduje tempo wzrostu PKB, lecz zdolność do utrzymania marży i kontroli nad przepływami pieniężnymi. W realiach gospodarki dwóch prędkości przewagę zyskują te podmioty, które aktywnie zarządzają należnościami, ostrożnie podchodzą do ekspansji kosztowej i szybko reagują na sygnały pogorszenia sytuacji u kontrahentów. Wzrost gospodarczy może tworzyć sprzyjające tło, ale nie zastąpi dyscypliny finansowej – i to wydaje się najważniejszą lekcją z 2025 roku.










































